poniedziałek, 11 marca 2013

Jubileusz!

Mój blog ma już jubileuszowe 1000 wyświetleń! To nie jest tylko moje święto ale i Wasze, bo gdyby nie Wy mojego bloga by nie było (z pewnością nie byłoby też tyle wyświetleń xD). A więc tak jak obiecałam wstawiam dalszą część opowiadania. :)


 Gdy weszliśmy do budynku, usłyszałam czyjeś kroki. Zza rogu wyłonił się Gideon a ja, z wiadomego powodu, stanęłam jak wryta. Moje serce również.
 Gideon był przy mnie w dwóch krokach i złapał mnie za ramiona.
 - Gwendolyn, naprawdę, nie przejmuj się. - rzekła, patrząc mi w oczy. - Wszyscy są bezpieczni, już o to zadbałem.
 Mogłam się tylko na niego gapić, zdezorientowana.
 - Yyy... co?
 Gideon zmarszczył brwi i przeniósł spojrzenie na pana Georga, który stał za nami i pocierał swoją łysinę chusteczką.
 - Nie było okazji... - powiedział bezradnie ze spuszczonym wzrokiem.
 - Czy ktoś byłby tak miły i poinformował mnie o co chodzi? Byłabym dozgonnie wdzięczna. - rzuciłam z drwiną.
 - Jasne. Chodź. - Gideon pociągnął mnie za rękę.
 Pewnie dlatego pan George był taki zdenerwowany. Trzeba było go już wcześniej zapytać czy coś się stało. Gideon na pewno nie powie mi całej prawdy. Chyba, że nie chodzi o nic ważnego, ale wątpię, skoro mówił o bezpieczeństwie.
 Gdy wpadliśmy do pomieszczenia z chronografem, nikogo tam nie było. Gideon szybko podszedł do chronografu i zaczął ustawiać datę. W drodze zgubiliśmy gdzieś pana Georga. Zapewne poszedł do Smoczej Sali.
 - Od kiedy wolno Ci samemu obsługiwać chronograf? - zapytałam. Jeszcze pamiętałam aferę z pobitym Marleyem.
 - Zostałem do tego upoważniony przez Falka. A poza tym nikt nie ma teraz czasu tego robić. Podejdź.
 Posłusznie podeszłam.
 - Dołączę do ciebie za chwilę - mruknął Gideon, gdy igła wwierciła mi się w maltretowany licznymi dziurkami opuszek palca i czerwone światło rozświetliło pomieszczenie.
 "Mam nadzieję", pomyślałam.
 Po omacku podeszłam do ściany i zaczęłam poszukiwania włącznika do światła. Gdy żarówka rozświetliła pomieszczenie, zauważyłam, że Gideon już jest.
 - Powiesz mi w końcu co się stało? - czułam, że dłużej już nie wytrzymam w tej niewiedzy.
 - Może usiądźmy. - zaproponował Gideon.
 - To ma chyba oznaczać, że lepiej żebym siedziała, bo inaczej mogłabym spaść. - stwierdziłam, siadając obok Gideona. - A więc?
 - Bo chodzi o to, ze Marley to jest jednak straszna ciamajda. Dał się mu przekupić. Ale nie martw się. Znajdziemy go szybciej niż myślisz. Obiecuję.
 - Nie chcesz chyba przez to powiedzieć... - urwałam i wpatrywałam się w Gideona szeroko otwartymi oczami.
 - Chcę przez to powiedzieć, że hrabia nawiał. Chociaż trudno tu mówić o tym żeby nawiał, raczej sobie wyszedł. Tak jak mówiłem, ten cholerny Marley... - Gideon coś jeszcze mówił ale nie mogłam rozróżnić słów, bo myśli krążyły mi cały czas wokół dwóch słów: "hrabia nawiał". W innej sytuacji śmiałabym się, że Gideon użył słowa "nawiał", ale bynajmniej nie było mi do śmiechu.
W głowie brzęczały mi trzy zdania: "jeśli każesz mi dłużej czekać, będę musiał dać ci jeszcze więcej powodów byś zakończyła swoje życie. Pozabijam wszystkich po kolei: twoją mamę, twoją uciążliwą przyjaciółkę Leslie, twojego brata, twoją śliczną małą siostrzyczkę... Wierz mi! Nie oszczędzę nikogo!".
 - O Boże... To nie mogło mi się przytrafić. Za dużo tego... - słowa uwięzły mi w gardle.
 - Spokojnie, Gwenny. Wszystko już jest załatwione. To kwestia godzin, jak go znajdziemy.
 Nie wierzyłam w to zbytnio. Łzy pociekły mi po twarzy.
 - Nie mógł uciec daleko, bo Leoś w miarę szybko zdał sobie sprawę, co zrobił i nam opowiedział. Wysłaliśmy kilku adeptów w pościg. - Gideon objął mnie ramieniem.
 - A skąd wiecie gdzie się udał?
 - Mamy kilka podejrzeń, co do miejsca jego kryjówki.
 Wnerwiała mnie jego beztroska i lekceważąca postawa.
 - Jak możesz się tak zachowywać?!
 - Tak czyli jak? - spojrzał na mnie zdziwiony.
 - Tak, jakby nic się nie stało! A co jeśli go nie znajdziecie? Wasze informacje mogą być niekompletne. On mi groził! Wszyscy są w niebezpieczeństwie!
 - Ile razy mam ci powtarzać, że już się tym zają... - zaczął, ale ja go nie słuchałam i kontynuowałam:
 - Ale ciebie to oczywiście nie obchodzi! Cieszysz się, że twój tyłek jest bezpieczny ale co z innymi?! - słowa wylewały się ze mnie strumieniami.
 - Gwendolyn, jak możesz? - teraz Gideonowi tez puściły nerwy. - Myślisz, że mi nie zależy na bezpieczeństwie twojej rodziny? Mylisz się! - cofnął rękę.
 Wcale tak nie myślałam. Niesprawiedliwe było to, że zrzucałam winę na niego, choć nie zrobił nic złego.
 - Przepraszam. Zachowuję się jak idiotka. Ale to dlatego, że się boję. - wybuchnęłam płaczem. Mój mózg najwyraźniej nie mógł się zdecydować czy ma się złościć czy rozpaczać.
 Gideon znów mnie objął i zaczął głaskać mnie po włosach.
 - Nie płacz, Gwen. Klnę się na swoje życie, z nikomu nic się nie stanie.
 - Ale przecież Strażnicy nie znają prawdy i na pewno nie przyłożą się do poszukiwań hrabiego.
 - Wspólnie z doktorem Whitem powiedzieliśmy im, że on może być niebezpieczny i możliwe, ze będzie się mścił za to, ze przeszkodziliśmy mu w jego planach. Przyznali nam rację.
 Siedzieliśmy chwilę w ciszy.
 - Myślałam, że wszystkie moje problemy się skończyły. Ale tekst "i żyli długo i szczęśliwie" widocznie nie pojawia się w prawdziwym życiu.
 - ale popatrz na to z drugiej strony: może hrabia po prostu stchórzył i uciekł gdzie pieprz rośnie? - mrugnął do mnie Gideon.
 Średnio dobrze wychodziło mu pocieszanie mnie.
 - Doceniam, że chcesz mnie pocieszyć ale chyba sam w to nie wierzysz. - westchnęłam. - On nie zrezygnowałby z nieśmiertelności tak łatwo.
 - Straszna z ciebie pesymistka. - Gideon cmoknął mnie w czubek głowy. - Pocieszę cię jak powiem, że pod twoim domem i po domem Leslie jest 3 Strażników na zmianę?
 - Serio?
 - Tak. Mówiłem, że zająłem się sprawą.
 Uśmiechnęłam się. Zapewne bym go pocałowała, gdyby nie to, że poczułam mdłości.
 Wstaliśmy z sofy, żeby nie wylądować na tyłkach.

Mam teraz rekolekcje to postaram się jutro tez coś wstawić. Ogólnie to trochę już późno, ale wcześniej nie mogłam. :) Miłej nocki!

5 komentarzy:

  1. To się porobiło. To się porobiło.
    Takiego obrotu sprawy nie spodziewałabym się nigdy, ale właśnie takie coś jest boskie!
    Strasznie się cieszę, że dodałaś coś nowego i zaspokoiłaś przy tym moje blogowe zapotrzebowanie.
    Dziękuję Ci za to!
    Buziaki :*
    Życzę więcej takich jubileuszów. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki temu rozdziałowi jeszcze bardziej nasiliłaś moją ciekawość. Chcę widzieć już kolejny rozdział. Rozdziały są najważniejsze! ;3 /Alexo

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow! W ogóle nie wiem co powiedzieć. To jest takie ekstra, że aż mi brak słów. Nie wiem czy doczekam się następnej notki.
    Mam nadzieję, że nie będziesz czekać na 2000 wyświetlenie, żeby dodać kolejną część? ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. super rozdziały . !!!!!! sama wymyślasz czy masz to z jakieś książki ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha. No pewnie, że sama wymyślam. :*
      Cieszę się, że Ci się podoba. ^^

      Usuń