Wylądował tak jak zawsze, wśród zdumionych okrzyków i westchnień zebranych. Po chwili, tuz obok niego, pojawiła się Lucy.
- Witajcie - przywitał ich serdecznie Lucas Montrose.
Paul za każdym razem gdy spotykał się z młodym lordem Montrosem nie mógł się nadziwić jak bardzo zmienił się w jego czasach. Z subtelnymi wąsami i brązową czupryną wyglądał jak inny człowiek.
W sali oprócz niego był jeszcze strażnik w podeszłym wieku, który bardziej pasowałby do roli dziadunia otoczonego wianuszkiem wnucząt przysłuchujących się z zapartym tchem opowieści dziadka. Poza nim była też kobieta około trzydziestki, sekretarka.
wspólnie z Lucy widzieli ją już tutaj kilka razy. Zazwyczaj przynosiła im kawę i ciasteczka, by nieco umilić czas odrabianie lekcji i nauki.
- Herbatki? - zapytała teraz.
- Nie, dziękujemy, pani Dorland. - odrzekł Lucas. - Pan też może już iść - zwrócił się do strażnika.
Mężczyzna skinął głową i ruszył do drzwi. Tuż za nim poczłapała sekretarka. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Lucas podbiegł do nich i wyciągnął z kieszeni pęk kluczy.
- Dziadku... - zaczęła Lucy. - Musimy porozmawiać.
- Och, błagam, tylko nie dziadku! Nie jestem taki stary. - jęknął Lucas.
- My... Ja...
- Lepiej usiądźmy. Będzie nam się lepiej rozmawiało. - wtrącił Paul.
Usiedli przy stole: Lucy i Paul po jednej a Lucas po drugiej stronie.
- Od czego by tu zacząć... - zastanawiał się Paul.
- Najlepiej od początku - rzekł Lucas. - Zdążyliście dotrzeć na brzeg?
- Właśnie nie. Spadliśmy do rzeki i wróciliśmy do Kwatery kompletnie przemoczeni i przeskoczyliśmy z powrotem do do 92.
- Jezus Maria! - przerwał mu Lucas. - I jak udało się wam wytłumaczyć?
- Twoje starsze "ja" nas wyręczyło. Wszyscy oczywiście dziwili się dlaczego jesteśmy mokrzy a do tego w strojach z XVII wieku. Wyjaśniłeś wtedy, że uczestniczyliśmy w balu kostiumowym w ogrodzie, trochę popiliśmy i wpadliśmy do stawu. - wyjaśniła Lucy.
- Bardzo błyskotliwe kłamstewko - uradował się Lucas, dumny z siebie.
Paul poczuł, że musi przerwać te wywody i przejść do sedna sprawy.
- To naprawdę nie jest ważne. Nie uwierzysz kogo spotkaliśmy na moście w XVII wieku.
- Mam zgadywać do trzech?
- Nie. nie mamy na to czasu. Spotkaliśmy hrabiego de Saint Germain. - wyjawił Paul, nachylając się przez stół do Lucasa.
Był bardzo zdziwiony reakcją Lucasa, która była co najmniej dziwna. Lucas chichotał na całego.
- Co w tym dziwnego? - spytał rozbawiony.
- Byliśmy świadkami jak zabił człowieka.
- Cco... co zrobił? Jesteście pewni, że to był on?
- Widzieliśmy go dopiero dwa razy ale doskonale go zapamiętaliśmy. To był z pewnością on. - odparła Lucy, która do tego czasu nic nie mówiła.
Paul wiedział, że był przerażona czynem hrabiego.
- Ale... jak do tego doszło? - Lucas nie dowierzał.
- Most był bardzo zakorkowany. Podobno zapalił się jakiś wóz. Chcieliśmy się przedostać na drugą stronę pomiędzy dorożkami, ale w połowie mostu było już tak tłoczno, że nie było innego wyjścia jak tylko się wycofać. I wtedy go zobaczyliśmy. Oczywiście znacznie młodszego.
- Widział was?
- Nie. - odrzekł Paul i kontynuował: - Podszedł do jednego z powozów i zaczął rozmowę ż człowiekiem z powozu. Wiemy, że był baronem bo tak zwracał się do niego hrabia. Trzeba tez powiedzieć, że baron nie był zadowolony z niespodziewanego spotkania. Kłócili się o jakieś urządzenie. Baron chciał oddać je jakiemuś sojuszowi. - I wtedy hrabia nazwał barona swoim zaślepionym przodkiem. - wtrąciła Lucy.
- Widział was?
- Nie. - odrzekł Paul i kontynuował: - Oczywiście z początku trochę się zdziwiliśmy.
- Poczekajcie! - krzyknął Lucas. - Muszę to wszystko zapisać!
W jego dłoni pojawił się nagle długopis i kołonotatnik.
- A więc od początku. Mężczyzn, którego zabił hrabia był baronem a do tego jego przodkiem.
Paul i Lucy kiwnęli głowa. Paul czuł, że tracą zbyt dużo czasu i dziś na pewno nie zdążą nic ustalić. Ale może gdy wszystko zanotują będzie im się lepiej myślało.
- To działo się 14 maja 1602 roku na moście w Southwark, który już od dawna nie istnieje. Wywiązała się kłótnia o pewne urządzenie.
- Baron chciał je przekazać sojuszowi - dyktowała Lucy.
- Sojuszowi? Myślicie, że mogło chodzić o Sojusz Florencki?
- A co to jest ten Sojusz Florencki? - zdziwił się Paul.
- Eh... Powiem wam następnym razem. Napiszę go ze znakiem zapytania. Mówcie dalej.
- Z ich rozmowy wywnioskowaliśmy, że baron był bardzo religijny z czego hrabia kpił.
Lucas notował wszystko bardzo szybko. Paul zaglądnął do notatnika i zauważył straszne bazgroły.
- Na pewno się z tego odczytasz?
- Oczywiście. w domu przepiszę żebyście tez mogli się odczytać.
- Baron uważał, że hrabia zawarł pakt z diabłem. Wtedy hrabia powiedział, że na nagrobku barona jako datę śmierci wyznaczono 14 maja 1602 roku. Zapisałeś?
- To złamanie wszystkich złotych zasad naraz. - skomentował Lucas. Na jego czoło wystąpiły krople potu.
- Wtedy poczuliśmy mdłości i zaczęliśmy przeciskać się między powozami. Mimo to zdążyliśmy usłyszeć jeszcze jak hrabia mówił, że baron powinien umrzeć na grypę w swej ojczyźnie, ale skoro sam doprowadził do tego, że baron przeniósł się do Londynu musi dopomóc śmierci. Wiedzieliśmy, że musimy biec do brzegu najszybciej jak się da ale wtedy wpadliśmy do rzeki. - zakończył Paul.
- To straszne - burknął Lucas, opierając się o oparcie krzesła.
- To, że wpadliśmy do rzeki z wysokości trzeciego piętra? - spytała Lucy.
- To też. Mogliście się zabić. Ale najstraszniejsze jest to, co zrobił hrabia. Pytanie teraz: kim była ofiara hrabiego? Religijny przodek będący baronem.
- Nic mi to nie mówi - mruknął Paul.
- Spokojnie. Mam pewną teorię... ale nie, to niemożliwe.
- O co chodzi, dzia... Lucas? - zapytała ze znużeniem Lucy.
- Przyszło mi do głowy,że może tym przodkiem był Lancelot de Villers. z akt wynika, że faktycznie był bardzo religijny i angażował się w sprawy kościelne. Jak wiemy miał duży majątek i często przekazywał spore sumki na kościół. No i był baronem. Ale to niemożliwe, więc lepiej pomyślmy nad innymi osobami.
- Dlaczego niemożliwe? - Paul zadał to pytanie bardzo głośno z naciskiem na "niemożliwe".
- Ponieważ Lancelot de Villers zmarł w 1607 roku a nie w 1602.
Paul westchnął zrezygnowany. Czuł, że w życiu nie uda im się rozwiązać tej zagadki.
- A do tego nie znamy pochodzenia jednego z rodziców hrabiego. Wiemy tylko, że jeden musiał pochodzić z rodu de Villers. Możemy tylko snuć przypuszczenia, że matka. Te wszystkie plotki, że ojciec hrabiego pochodził z Turcji są wyssane z palca a sam hrabia nie potwierdził nigdy żadnej z nich.
- Swoja droga to dziwne, że nie zdradził pochodzenia swych rodziców w tych swoich durnych aktach. - prychnęła Lucy.
W sytuacjach bez wyjścia zazwyczaj reagowała gniewem a Paula bardzo to śmieszyło. Teraz też z trudem powstrzymał chichot, widząc ją z naburmuszoną miną małego dziecka, któremu mama dala szlaban na telewizję.
- Hrabia był bardzo tajemniczy. Całe jego życie było tajemnicze. Do dziś Strażnicy próbują znaleźć więcej informacji na jego temat. Na pewno miał w tym jakiś ukryty cel, nie robił tego dla swojego widzimisię.
- Typowy Strażnik. dlaczego wy tak wszyscy uwielbiacie i faworyzujecie hrabiego? - wkurzył się Paul.
- Bo był inteligenty.
- Mordercę. - poprawiła Lucy. - Jak można zabić własnego przodka?
- Pewnie miał w tym jakiś skryty cel. - burknął z sarkazmem Paul.
- O co wam chodzi? - oburzył się Lucas.
- Bezgranicznie ufacie hrabiemu. Wszyscy. Uwielbiacie go jakby był waszym bożkiem. My mu nie wierzymy.
- Uważamy, że zamknięcie kręgu nie spowoduje żadnej ewolucji w dziejach ludzkości, lecz tylko pomoże hrabiemu w dokończeniu jego niecnych planów. - powiedziała Lucy.
Lucas popatrzył na nich kompletnie zdezorientowany, jakby mówili w innym języku.
- Skąd wyciągnęliście tak pochopne wnioski? - zapytał po chwili.
- Nigdy nie widziałeś tego hrabuncia. Nigdy z nim nie rozmawiałeś i... - przerwał, bo poczuł znajome mdłości. - Dokończymy tę rozmowę następnym razem. Do widzenia, Lucas.
- Do widzenia, dziadku. - odezwała się Lucy.
- Tak, Do widzenia. Pomyślę nad tym co mówiliście.
Genialnie wyszedł Ci prolog. Jak tak patrzyłam, to nie zauważyłam niczego czego mogłabym się przyczepić. No, może przydałoby się trochę więcej opisów.
OdpowiedzUsuńAle tak ogólnie, to wykonałaś świetną pracę :D.
Mam nadzieję, że już wkrótce zamieścisz pierwszy rozdział.
Dzięki. Wezmę sobie do serca Twoją uwagę. Zauważyłam, że będę musiała wrzucać po trochu rozdziały bo są dłuższe od prologu a sam prolog bardzo długo przepisywałam na lapka.
UsuńŚwietny prolog. Zachęca do lektury dalszego ciągu.Rzeczywiście,trochę za mało opisów, ale poza tym, naprawdę dobra robota:-)
OdpowiedzUsuń