czwartek, 17 stycznia 2013

Rozdział I

 - O której wyjeżdżasz dziś na elapsję? - zapytała Leslie.
 Siedziałyśmy właśnie na łóżku w moim pokoju i oglądałyśmy jakąś komedię z Anne Hathaway w roli głównej. Zajadałyśmy się do tego czipsami i ciasteczkami. No dobra, ja się zajadałam, Leslie piła wodę mineralną. Była sobota i w końcu miałyśmy troche czasu dla siebie.
 - Mają przyjechać po mnie około piętnastej. - odparłam przeciągle z ustami pełnymi ciasteczek a la ciocia Maddy. Były boskie, pomarańczowe z lekką nutą cynamonu.
 Ciotka Maddy rzadko je robiła, ale jak już udało mi się ją namówić, zapraszałam Leslie, żeby też skorzystała z okazji. Ciotka ogólnie rzadko gotowała. Zazwyczaj jej wymówkami były starość, brak talentu lub dwie lewe ręce. Często też mówiła, że gdy bierze się za garnki zawsze dzieje się coś złego. To była akurat prawda. Tym razem ciocia wypaliła dziurę w fartuchu. Dobrze, że się nie poparzyła. W sumie to i tak pryszcz w porównaniu z wydarzeniem ostatniej jesieni, gdy to gorąca patelnia wylądowała na głowie pani Hammond, naszej ówczesnej pomocy domowej. Ciocia chciała zrobić naleśniki ale i to jej nie wyszło. Biedna pani Hammond, w obawie o własne życie, porzuciła pracę w naszym domu, a my nigduy nie dowiedzieliśmy się jakim sposobem ta patelnia znalazła się na jej nieszczęsnej głowie. Sama ciocia Maddy też nie chciała nic mówić. Nawet się nie broniła.
 - O złych rzeczach trzeba zapominać - odpowiadała z uśmiechem na nasze pytania.
 Zapewne miała rację z tym stwierdzeniem. Od tamtego czasu szerokim łukiem omijała garnki i patelnie i nawet nie zbliżała się do kuchni, bo taki był rozkaz lady Aristy. Aż do teraz.
 - Chcesz? - spytałam, podsuwając miskę pełną ciasteczek pod nos Leslie.
 - Nie. Jestem na diecie. Odchudzam się.
 Zmierzyłam ją wzrokiem.
 - Ciekawe z czego - prychnęłam.
 - Nie widzisz mojego olbrzymiego tyłka - rzuciła, ale i tak mnie nie przekonała.
 - Wiesz, z nas dwojga to prędzej ja powinnam się odchudzać. Ty powinnaś przytyć - poradziłam jej.
 - Ty nie musisz się odchudzać, bo podobasz się swojemu chłopakowi taka, jaka jesteś.
 Nieomal się zakrztusiłam, gdy pojęłam sens zdania.
 - A ty nie? - wyrzuciłam z siebie. Wzięłam do ręki pilot i spauzowałam film. Na tą rozmowę będziemy potrzebowały ciszy.
 - No chyba nie, skoro Raphael cały czas ogląda się za innymi pannami, robi im komplementy a mi jeszcze żadnego nie powiedział - w jej głosie dało się słyszeć gorycz.
 Jak zwykle przesadzała. Podobała się Raphaleowi jak nikt inny i robiła z igły widły.
 - A to, że jesteś milutka? - zażartowałam.
 Roześmiała się, jakby mój kawał ją bawił, ale wyraz jej twarzy mówił zupełnie co innego.
 - Popatrzyłam w lustro i faktycznie - kontynuowała swój wywód. - Jestem gruba. Myślę, że chciał mi dać w ten sposób do zrozumienia, abym się wzięła za siebie.
 Nie mogłam już dłużej tego słuchać. Głupota i zazdrość.
 - Daj spokój - przerwałam jej. - Raphael taki nie jest. Zapamiętaj sobie: kochanego ciała nigdy za wiele. Teraz masz się cieszyć chwilą spędzoną ze mną. Wiesz, że nie często będzie nam się to zdarzać.
 - Niestety...
 - I nie chcę więcej słyszeć o twoim odchudzaniu. Zrozumiano?
 - Tak, ale... - chciała coś jeszcze powiedzieć, ale przeszkodziło jej głośne kumkanie żaby.
 Podeszłam do szafki, na której leżał mój telefon i odebrałam go.
 - Halo? - rzuciłam w słuchawkę. Numer był zastrzeżony, więc nie wiedziałam kto dzwoni.
 Cisza.
 - Halo? - powtórzyłam nieco głośniej.
 - Twój czas minął. Pożegnaj się z rodziną, bo już jej nigdy nie zobaczysz - odezwał się ochrypły głos po czym ten ktoś się roześmiał.
 Śmiech rzęził się z słuchawki z jadowitym odgłosem... miksera. Ach, ci żartownisie- amatorzy.
 - Z kim mam przyjemność rozmawiać? - spytałam, choć dałabym sobie rękę uciąć, że mój głupi kolega z klasy nie zdradzi mi swojej tożsamości. I miałam rację.
 - Dowiesz się w swoim czasie.
 - Ale podobno mój czas już minął - palnęłam, ale rozmówca zdążył się już rozłączyć.
 Nie przejmując się telefonem, rzuciłam komórkę na szafkę, podeszłam do okna i otworzyłam je.
 - Kto to był? - zaciekawiła się Leslie.
 - Gordon stroi sobie głupie żarty - odrzekłam, wdychając świeże powietrze.
 - No to musiały być wyjątkowo głupie. Tak głupie. że nie chce mi się ich słuchać.
 - Racja.
 Leslie podeszła do mnie, przytuliła mnie od tyłu i oparła brodę na moim ramieniu.
 - Jak dobrze, że to wszystko się już skończyło i jesteś bezpieczna.
 Wydarzenia ostatnich dni, a nawet tygodni pokazały, że Leslie to najlepsza przyjaciółka pod słońcem. Wspierała mnie w moich działaniach. Wierzyła we mnie, podczas gdy inni podejrzewali mnie o chęć zdrady. Pomagała mi rozwiązywać tajemnice. Mogłam wszystko jej powiedzieć, a ona nie śmiałaby się ze mnie. No, może tylko wtedy, gdy sytuacja tego wymagała i gdy ja też się śmiałam. Pokazała, że zawsze mogę na nią liczyć.
 Przypomniałam sobie o filmie.
 - Może wrócimy do oglądania? - zaproponowałam.
 - Jasne - zgodziła się Leslie.
 Przyszło mi cos do głowy.
 - A co myślisz o własnych dialogach?
 - Idealny pomysł.
 Roześmiałyśmy się.


To na razie pierwsza część rozdziału. Sorry, że wstawiam dopiero teraz ale byłam chora i nie bardzo jak byłam w stanie siedzieć na komputerze. Postaram się teraz poprawić i wstawiać częściej choć mam dużo nauki ;).

8 komentarzy:

  1. Ale opłacało się czekać. Strasznie spodobał mi się pierwszy rozdział. I ta groźba przez telefon - powiało tajemnicą :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Nominowałam Cię do Liebster Award. Więcej informacji na http://only-one-magical-kiss.bloog.pl/id,333128022,title,Liebster-Award,index.html

      Usuń
    2. Dzięki. Mam teraz ferie to na pewno coś wrzucę bo trochę ostatnio zaniedbałam bloga ;]

      Usuń
  2. Woow *.* Zabrakło mi słów... Już wiem dlaczego zawsze miałaś same 5 z opowiadań na polskim. ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. No, no-masz naprawdę podobny styl pisania do pani Gier.Mogłaby być z ciebie dumna:-)Jestem ciekawa o co chodzi z tym telefonem. Raczej wątpię,że to głupie żarty Gideona.Powiało grozą,nie powiem:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie! :D Ale pani Hammond... czyżby fanka ,,Ani z Zielonego Wzgórza''? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam sentyment do tej książki z dzieciństwa. :)

      Usuń