poniedziałek, 18 lutego 2013

*
 - Gwendolyn! Gwenny! - dobiegł mnie głos mamy. - Prędko! Pan George już przyjechał
 - Już wychodzę!
 Siłowałam się z zamkiem od nowej, liliowej spódnicy aż w końcu naparłam na niego pod ukosem i zasunęłam go. W sumie to nie była taka nowa, kupiłam ją jakieś 3 miesiące temu z Leslie w Selfridges, ale nie miałam jeszcze okazji jej założyć.
 Wychodząc z łazienki rzuciłam ostatnie spojrzenie w lustro, by w razie spotkania z Gideonem nie mieć rozmazanej kredki do oczu na połowie twarzy. Nie rejestrując niczego takiego, wyszłam i zbiegłam po schodach z prędkością światła do kuchni.
 Pan George, jak zwykle z dobrotliwym uśmiechem siedział przy stoliku i popijał miętówkę. Gdy mnie zauważył, uśmiechnął się jeszcze szerzej, o ile to możliwe.
 - Dzień dobry, panie George! - przywitałam się, odwzajemniając uśmiech.
 - Witaj, Gwendolyn. Widzę, że mamy dzisiaj dobry humor. - mrugnął do mnie.
 - Owszem.
 - Udasz się dzisiaj do 1912 roku na elapsję.
 Nalałam sobie do kubka soku i wypiłam jednym łykiem. Byłam trochę rozczarowana, że Gideon o mnie nie przyjechał, ale z drugiej strony mógł przecież czekać w samochodzie, żeby mi zrobić niespodziankę i nadzieja, że tak właśnie jest nie dała mi się smucić.
 - Jedziemy? - zapytałam pana Georga.
 Kiwnął głową i wstał.
 - Dziękuję za herbatkę, pani Shepherd.
 - Niepotrzebnie. Do zobaczenia, córuś. - mama podeszła do mnie i wycisnęła mi całusa na czubku głowy.
 - Pa, mamo.


 - Panie George? Dlaczego pan powiedział, że udam się na elapsję do 1912 roku? Przecież zawsze przenoszę się do 1956 roku albo coś około. - zauważyłam.
 Dopiero teraz dotarło do mnie co powiedział pan George bo wcześniej byłam zajęta rozmyślaniami nad Gideonem, którego nie było jednak w aucie.
 - Czekałem, aż o to zapytasz. - odparł an George. - Myśleliśmy bowiem, że warto by było, że tak powiem, zdać raport z ostatnich zdarzeń Lucy i Paulowi. Udałabyś się tam z Gideonem, rzecz jasna. Co o tym sądzisz?
 Zatkało mnie. Nie byłam w stanie powiedzieć nawet durnego "tak" lub "nie".
 - Hmm? - niecierpliwił się pan George. - Oczywiście zrozumiemy, jeśli odmówisz. W końcu to pierwsze spotkanie od kiedy wiesz...
 No tak. Pan George nie wiedział ani o tym, że mam w posiadaniu drugi chronograf, ani o moim śledztwie na własną rękę. Nie miał również bladego pojęcia o wyprawie mojej i Gideona do 1912 roku, bo czcigodna madame Rossini dochowała tajemnicy. Nieświadomych było więcej. Wiedział tylko doktor White, który tak jak ja prowadził własne dochodzenie. No dobra, mi pomagało jeszcze kilka osób, ale i tak większości dowiedziałam się sama.
 - Tak. - wykrztusiłam w końcu.
 - Zgadzasz się? - zapytał  ulgą w głosie pan George, choć wyglądał na nieco zdenerwowanego.
 Lepiej, żeby się nie pytał po sto razy bo jeszcze zmienię zdanie.
 - Tak. - powtórzyłam.
 To znaczy nie do końca "tak". Z jednej strony chciałam się z nimi zobaczyć, bo choć spotkałam ich tylko dwa razy, z czego ten pierwszy był dosyć niefortunny, polubiłam ich i chciałam ich lepiej poznać. A z drugiej strony bałam się tego spotkania.
 Po prostu to wszystko nie jest takie proste jak się wydaje.
 O dach auta uderzył jakiś przedmiot. Podskoczyłam na krześle, ale pan George tego nie zauważył. Był czymś wyraźnie zdenerwowany. Bawił się nerwowo palcami a jego mina tylko utwierdziła mnie w tym, że coś musiało się wydarzyć. Coś o czym najwyraźniej miałam się dopiero dowiedzieć.
 Albo i nie miałam.
 Przedmiotem, który uderzył w auto nie był wcale meteoryt ani walizka do której wściekła żona upchała wszystkie rzeczy męża i wyrzuciła przez okno, tylko Xemerius.
 - Siemanko! - krzyknął, usadawiając się na moich kolanach. - Tęskniło się za mną, mam rację?
 Miał. Nie było go od śniadania, kiedy wyleciał przez okno, rzucając na odchodnym: "Tylko się tu beze mnie nie pozabijajcie" (Charlotta przez cały ranek rzucała mi zjadliwe spojrzenia), ale faktycznie brakowało mi jego obecności.
 Ale w życiu się do tego nie przyznam.
 - Nie przesadzaj. Nie było cię znowu tak długo. - wyszeptałam.
 - Czy mam się poczuć urażony?
 - Nie.
 - Co mówiłaś? - spytał pan George.
 - Nie ważne - odparłam pośpiesznie.
 Xemerius przewrócił oczami.
 - Dlaczego słyszysz i widzisz mnie tylko ty? Gdybym istniał dla wszystkich byłoby mi o wiele lepiej.
 - Mi też, wierz mi.

4 komentarze:

  1. Xemerius! Kocham go! Jedna z moich ulubionych postaci.
    Elapsja do 1912. Coś czuję, że będzie ciekawie :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Xemerius to jedna z barwniejszych postaci w Trylogii, dlatego też nie chciałabym zniszczyć jego wizerunku. Będę trochę ograniczać występowanie jego postaci ale uwaga: bez strachu, będzie pojawiał się często. ;) Może wyrobi mi się trochę bardziej poczucie humoru ;D.
      Ciekawie? Zapewne będzie, ale jeszcze nie teraz. Przygoda dopiero się zaczyna a akcja jeszcze się rozwinie.

      Usuń
    2. Nie ograniczaj!
      Wszem i wobec obwieszczam: Masz bardzo wyrobione poczucie humoru, już ja to wiem. Nie chciałabym przypominać co ostatnio robiłaś w drodze do McDonalda i na lodowisku ;] Nawet tamci chłopacy się śmiali jak wyglebałaś i śmiałaś się z siebie tym swoim perlistym śmiechem aż ich zauroczyłaś ;p Tak między nami to dałam jednemu z nich Twój numer więc możesz dziś oczekiwać telefonu. ;*

      Usuń
    3. Zabiję Cię jak zadzwoni!
      A to nie chodzi o takie poczucie humoru tylko takie... bardziej wyniosłe jak Xemerius ;p

      Usuń