Nie mogłam zasnąć. Na kolację był lazania z warzywami, która i tak nie złagodziła napiętej atmosfery. Po nieudanym posiłku poszłam do pokoju. Na wyświetlaczu miałam dwa nieodebrane połączenia od Gideona. Zaniepokojona oddzwoniłam do niego i dowiedziałam się, że chciał sprawdzić czy wszystko ze mną w porządku, co mnie jeszcze bardziej wkurzyło. Posłuchałam chwilę muzyki, żeby się trochę odstresować i poszłam do łazienki, wziąć zimny prysznic. Zanim się położyłam odebrałam jeszcze telefon od zastrzeżonego numeru. Kolejne dwa głuche telefony odebrałam o 23.45 i 00.02.
Miałam przeczucie, że stanie się coś złego. Wiedziałam, że na dworze stoi trzech Strażników, ale mimo to, nie czułam się bezpiecznie.
Ktoś zastukał w szybę. Boże, kto to może być o tak późnej porze?! W dodatku puka w szybę! Puls gwałtownie mi przyśpieszył. Leżałam plecami do okna, i wolałam nie zmieniać tej pozycji. Po pięciu minutach nikt nie ponowił pukania i moja ciekawość zwyciężyła. Powoli odwróciłam głowę.
Nikogo nie było. Pewnie mi się zdawało. Jeszcze nie zdążyłam dokończyć tej myśli, a w oknie pojawił się jakiś mężczyzna z siekierą w ręce. Nie widziałam jego twarzy, bo było zbyt ciemno. Krzyknęłam głośno, zamknęłam oczy i nakryłam się kołdrą po czubek głowy. Nie ruszałam się, dopóki do mojego pokoju nie wpadli mama ze szczotką do włosów w ręce i pan Bernhard z młotkiem. Najwidoczniej brali pierwszą rzecz z szafki nocnej.
- Co się stało? - zapytała mama, świecąc światło i uświadamiając sobie, że w moim pokoju nie ma nikogo oprócz mnie, dygoczącej ze strachu pod kołdra.
Powoli zsunęłam w głowy kołdrę i nie otwierając oczu rzekłam:
- Okno. Popatrzcie przez okno.
- Nic tam nie ma, kochanie.
- Jak... - powoli podniosłam powieki i spojrzałam na okno. - Ale... przecież...
- Co się stało? - powtórzyła mama, siadając koło mnie na łóżku.
Usiadłam i niechętnie opowiedziałam co się stało, i zaraz potem wybuchnęłam płaczem. To chyba taka posttraumtyczna rekcja.
- Kochanie, przewidziało ci się. - stwierdziła mama.
- Myślę, że toi był tylko sen. - odezwał się pan Bernhard. - A teraz zostawię panie same. Dobranoc.
- Dobranoc. - powiedziałyśmy chórem z mamą.
- Pan Bernhard ma rację. To był sen. - westchnęła mama.
- Co?! Widziałam go na własne oczy. - wciąż płakałam. - Dlaczego mi nie wierzysz?
- Kochanie, nie ma tam nikogo. To przez nerwy.
- Nie! - nie dawałam za wygraną. - Może spadł albo uciekł. Popatrz, może jest na dole. - zasugerowałam.
Mama wstała i podeszła do okna. Czekałam z zapartym tchem co powie. Nawet łzy przestały mi cieknąć z oczu. Po chwili odwróciła się i pokręciła głową. Nie chciałam wierzyć i gwałtownie poderwałam się z łóżka.
- Masz mnie za idiotkę? - krzyknęłam, w miarę cicho, żeby nie obudzić całego domu, ale tak żeby dotarło do mamy moje wzburzenie.
Podbiegłam do okna i powoli spojrzałam w dół. Próbowałam przebić się przez warstwę mroku spowijającą ziemię. Faktycznie, nikogo tam nie było. Na to było tylko jedno wytłumaczenie.
- Tak. Nikogo nie ma. Jestem skończoną psychopatką i wariatką. Możecie mnie zamknąć w oddziale dla schizofreników.
- Gwenny, co ty opowiadasz?!
- To prawda, mamo. - w moim głosie słyszałam gorycz. - Wszyscy już dawno to zauważyliście. Widzę jakieś duchy, których nikt inny nie widzi. Mam omamy słuchowe. A jakby tego było mało to jeszcze podróżuję w czasie. No powiedz mi, czy ja jestem normalna?
Mama patrzyła na mnie przez chwilę a potem przytuliła mnie do siebie.
- Ależ oczywiście, że nie jesteś. Bo jesteś najbardziej niezwykłą dziewczyną jaką znam.
- Mówisz tak, bo mnie kochasz.
- Tak, ale też dlatego, że tak uważam.
- Czasem niezwykłość nie popłaca.
Mam dotknęła mojego czoła.
- Tak jak myślałam. Masz gorączkę. - powiedziała. - Połóż się, przyniosę ci coś na spadnięcie temperatury.
Posłusznie położyłam się do łóżka. Podczas nieobecności mamy z całych sił starałam się nie patrzeć w stronę okna i mało brakowało, a skakałabym do nieba, gdy mama wróciła z kubkiem gorącej herbaty i tabletkami.
- Zażyj to. - wycisnęła jedną tabletkę z saszetki i mi ją podała.
Włożyłam ją do ust i popiłam herbatą.
- Dzięki, mamo. - uśmiechnęłam się do niej.
- Idź już spać, kochanie. - powiedziała, kładąc tabletki na moim biurku i pogłaskała mnie po włosach. - To był trudny dzień. - podeszła do okna i szczelnie zaciągnęła zasłony. - Tak ci będzie lepiej.
- Na pewno. - położyłam się.
Najchętniej zatrzymałabym mamę, aż zasnę, ale wiedziałam, że ona bardzo potrzebuje snu, a poza tym nie chciałam, żeby sobie pomyślała, że jestem strachajłą.
Przed wyjściem mama jeszcze do mnie podeszła i wycisnęła mi na czole całusa. Potem wyszła, a ja na wszelki wypadek nakryłam się kołdrą po uszy i niemal od razu zasnęłam.
Jutro postaram się też coś dodać.
Rose, prosiłaś mnie o Twitter i Facebooka, to łap!
Facebook
Twitter
I jeszcze ask.fm na wypadek, gdyby ktoś chciał o coś zapytać z anonima albo mnie zhejtować:
Ask
Pozdrowionka! :*
*_________* Gdzie jest mój Gideon? ;) Tyle rozdziałów, a tak mało o nim było! xD W każdym razie podobało mi się i czekam na więcej! Dużo więcej.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życze weny! ;> / Alexo xD
Kurde, chcę tego Gideon, chcę! ♥ Ale, cholera, nie jestem dobra w romantycznych scenach. -,-'
UsuńZ tego co myślałam, to będzie tak: kilka razy się pojawi, potem go nie będzie przez dłuższy czas a potem znów będzie. Inaczej się nie da.
Ale i tak się cieszę, że Ci się podoba. To, co teraz wstawiam, jest trochę dziwne ale to dlatego, że pisałam to już dawno jeszcze na wakacjach i jest to trochę takie mało... pomysłowe. Dopiero potem akcja się rozwija.
Kurka, strasznie chciałabym Wam powiedzieć, co będzie dalej.
P.S. "Mój Gideon" - haha. ;d Też tak zawsze o nim mówię xd
Dzięki i też Cię pozdrawiam! :*
,,mama ze szczotką do włosów w ręce i pan Bernhard z młotkiem. Najwidoczniej brali pierwszą rzecz z szafki nocnej." Bo przecież każdy trzyma młotek w szafce nocnej =D To mnie rozwaliło(w pozytywnym sensie) Pozdrowionka;*
OdpowiedzUsuńOwlShadow