wtorek, 7 maja 2013

 Nie mogłam zasnąć. Na kolację był lazania z warzywami, która i tak nie złagodziła napiętej atmosfery. Po nieudanym posiłku poszłam do pokoju. Na wyświetlaczu miałam dwa nieodebrane połączenia od Gideona. Zaniepokojona oddzwoniłam do niego i dowiedziałam się, że chciał sprawdzić czy wszystko ze mną w porządku, co mnie jeszcze bardziej wkurzyło. Posłuchałam chwilę muzyki, żeby się trochę odstresować i poszłam do łazienki, wziąć zimny prysznic. Zanim się położyłam odebrałam jeszcze telefon od zastrzeżonego numeru. Kolejne dwa głuche telefony odebrałam o 23.45 i 00.02.
 Miałam przeczucie, że stanie się coś złego. Wiedziałam, że na dworze stoi trzech Strażników, ale mimo to, nie czułam się bezpiecznie.
 Ktoś zastukał w szybę. Boże, kto to może być o tak późnej porze?! W dodatku puka w szybę! Puls gwałtownie mi przyśpieszył. Leżałam plecami do okna, i wolałam nie zmieniać tej pozycji. Po pięciu minutach nikt nie ponowił pukania i moja ciekawość zwyciężyła. Powoli odwróciłam głowę.
 Nikogo nie było. Pewnie mi się zdawało. Jeszcze nie zdążyłam dokończyć tej myśli, a w oknie pojawił się jakiś mężczyzna z siekierą w  ręce. Nie widziałam jego twarzy, bo było zbyt ciemno. Krzyknęłam głośno, zamknęłam oczy i nakryłam się kołdrą po czubek głowy. Nie ruszałam się, dopóki do mojego pokoju nie wpadli mama ze szczotką do włosów w ręce i pan Bernhard z młotkiem. Najwidoczniej brali pierwszą rzecz z szafki nocnej.
 - Co się stało? - zapytała mama, świecąc światło i uświadamiając sobie, że w moim pokoju nie ma nikogo oprócz mnie, dygoczącej ze strachu pod kołdra.
 Powoli zsunęłam w głowy kołdrę i nie otwierając oczu rzekłam:
 - Okno. Popatrzcie przez okno.
 - Nic tam nie ma, kochanie.
 - Jak... - powoli podniosłam powieki i spojrzałam na okno. - Ale... przecież...
 - Co się stało? - powtórzyła mama, siadając koło mnie na łóżku.
Usiadłam i niechętnie opowiedziałam co się stało, i zaraz potem wybuchnęłam płaczem. To chyba taka posttraumtyczna rekcja.
 - Kochanie, przewidziało ci się. - stwierdziła mama.
 - Myślę, że toi był tylko sen. - odezwał się pan Bernhard. - A teraz zostawię panie same. Dobranoc.
 - Dobranoc. - powiedziałyśmy chórem z mamą.
 - Pan Bernhard ma rację. To był sen. - westchnęła mama.
 - Co?! Widziałam go na własne oczy. - wciąż płakałam. - Dlaczego mi nie wierzysz?
 - Kochanie, nie ma tam nikogo. To przez nerwy.
 - Nie! - nie dawałam za wygraną. - Może spadł albo uciekł. Popatrz, może jest na dole. - zasugerowałam.
 Mama wstała i podeszła do okna. Czekałam z zapartym tchem co powie. Nawet łzy przestały mi cieknąć z oczu. Po chwili odwróciła się i pokręciła głową. Nie chciałam wierzyć i gwałtownie poderwałam się z łóżka.
 - Masz mnie za idiotkę? - krzyknęłam, w miarę cicho, żeby nie obudzić całego domu, ale tak żeby dotarło do mamy moje wzburzenie.
Podbiegłam do okna i powoli spojrzałam w dół. Próbowałam przebić się przez warstwę mroku spowijającą ziemię. Faktycznie, nikogo tam nie było. Na to było tylko jedno wytłumaczenie.
 - Tak. Nikogo nie ma. Jestem skończoną psychopatką i wariatką. Możecie mnie zamknąć w oddziale dla schizofreników.
 - Gwenny, co ty opowiadasz?!
 - To prawda, mamo. - w moim głosie słyszałam gorycz. - Wszyscy już dawno to zauważyliście. Widzę jakieś duchy, których nikt inny nie widzi. Mam omamy słuchowe. A jakby tego było mało to jeszcze podróżuję w czasie. No powiedz mi, czy ja jestem normalna?
 Mama patrzyła na mnie przez chwilę a potem przytuliła mnie do siebie.
 - Ależ oczywiście, że nie jesteś. Bo jesteś najbardziej niezwykłą dziewczyną jaką znam.
 - Mówisz tak, bo mnie kochasz.
 - Tak, ale też dlatego, że tak uważam.
 - Czasem niezwykłość nie popłaca.
 Mam dotknęła mojego czoła.
 - Tak jak myślałam. Masz gorączkę. - powiedziała. - Połóż się, przyniosę ci coś na spadnięcie temperatury.
 Posłusznie położyłam się do łóżka. Podczas nieobecności mamy z całych sił starałam się nie patrzeć w stronę okna i mało brakowało, a skakałabym do nieba, gdy mama wróciła z kubkiem gorącej herbaty i tabletkami.
 - Zażyj to. - wycisnęła jedną tabletkę z saszetki i mi ją podała.
 Włożyłam ją do ust i popiłam herbatą.
 - Dzięki, mamo. - uśmiechnęłam się do niej.
 - Idź już spać, kochanie. - powiedziała, kładąc tabletki na moim biurku i pogłaskała mnie po włosach. - To był trudny dzień. - podeszła do okna i szczelnie zaciągnęła zasłony. - Tak ci będzie lepiej.
 - Na pewno. - położyłam się.
 Najchętniej zatrzymałabym mamę, aż zasnę, ale wiedziałam, że ona bardzo potrzebuje snu, a poza tym nie chciałam, żeby sobie pomyślała, że jestem strachajłą.
 Przed wyjściem mama jeszcze do mnie podeszła i wycisnęła mi na czole całusa. Potem wyszła, a ja na wszelki wypadek nakryłam się kołdrą po uszy i niemal od razu zasnęłam.



Jutro postaram się też coś dodać.
Rose, prosiłaś mnie o Twitter i Facebooka, to łap!
Facebook
Twitter
I jeszcze ask.fm na wypadek, gdyby ktoś chciał o coś zapytać z anonima albo mnie zhejtować:
Ask
Pozdrowionka! :*

3 komentarze:

  1. *_________* Gdzie jest mój Gideon? ;) Tyle rozdziałów, a tak mało o nim było! xD W każdym razie podobało mi się i czekam na więcej! Dużo więcej.
    Pozdrawiam i życze weny! ;> / Alexo xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, chcę tego Gideon, chcę! ♥ Ale, cholera, nie jestem dobra w romantycznych scenach. -,-'
      Z tego co myślałam, to będzie tak: kilka razy się pojawi, potem go nie będzie przez dłuższy czas a potem znów będzie. Inaczej się nie da.
      Ale i tak się cieszę, że Ci się podoba. To, co teraz wstawiam, jest trochę dziwne ale to dlatego, że pisałam to już dawno jeszcze na wakacjach i jest to trochę takie mało... pomysłowe. Dopiero potem akcja się rozwija.
      Kurka, strasznie chciałabym Wam powiedzieć, co będzie dalej.
      P.S. "Mój Gideon" - haha. ;d Też tak zawsze o nim mówię xd
      Dzięki i też Cię pozdrawiam! :*

      Usuń
  2. ,,mama ze szczotką do włosów w ręce i pan Bernhard z młotkiem. Najwidoczniej brali pierwszą rzecz z szafki nocnej." Bo przecież każdy trzyma młotek w szafce nocnej =D To mnie rozwaliło(w pozytywnym sensie) Pozdrowionka;*
    OwlShadow

    OdpowiedzUsuń