Niedziela minęła bez szczególnych zdarzeń. Było nawet bardzo monotonnie. Miałam nadzieję, że przynajmniej spotkam Gideona, bo brakowało mi już tych "ochów" i "achów" ale się przeliczyłam. W poniedziałek w szkolnej szatni spotkałam Cynthię.
- I co tam u Charlotty? Będzie dzisiaj?
Charlotta nie chodziła do szkoły przez cały tydzień, bo ciotka Glenda myślała, że ma guza mózgu. Oczywiście to był zwykły kac, który nawiasem mówiąc minął już w poniedziałek, ale ciotka Glenda była święcie przekonana, że jej córka jest śmiertelnie chora a wszyscy lekarze to ignoranci, nie znający się na tym czym się zajmują.
- Tak Już jej przeszło.
- No to dobre. W końcu kc nie trwa tydzień.
- Święte słowa. - powiedziałam, wrzucając buty do szafki i zamykając ją na kluczyk.
- Ale wiesz... - Cynthia najwyraźniej naprawdę przejęła się stanem zdrowia Charlotty. - Charlotta miała pewnie pierwszy raz alkohol w ustach i to pewnie dlatego tak zadziałało.
Na jej twarzy wymalowane było poczucie winy.
Tak, Charlotta z pewnością nigdy nie piła alkoholu, w końcu była doskonała. Nie było jej również na pamiętnej imprezie u Cynthii kilka lat temu, więc nie miała za bardzo kiedy się napić.
- Nie było tak źle. - rzuciłam i dodałam: - No dobra, było tragicznie.
Charlotta ośmieszyła się na oczach prawie całej szkoły a nawet osób z poza liceum. Tyle tylko, że wszyscy byli pijani i zapewne nikt tego nie pamięta.
- Czuję się winna... - westchnęła Cynthia.
- To nie twoja wina. - próbowałam ją pocieszyć. - Przecież nie ty wlałaś do koktajlu wódki. A poza tym widocznie Charlotcie posmakowała wódka skoro tak się spiła.
Cynthia roześmiała się, pokazując przy tym rząd równiutkich, białych zębów.
- Gordon strasznie mnie tym wkurzył. A potem jeszcze mnie przepraszał przez cały tydzień i tylko przypominał o tych głupich malinkach. Nigdy więcej go nie zaproszę na żadną imprezę.
Otaksowałam jej szyję z góry na dół. Malinki już jej zniknęły, choć w niektórych miejscach miała trochę zaróżowioną skórę.
"To straszne, co alkohol może zrobić z ludźmi", pomyślałam i naraz przypomniałam sobie soiree.
Szłyśmy po schodach gdy nagle ktoś zaatakował nas od tyłu. Cynthia, jak na prawdziwą damę przystało, zapiszczała, ja natomiast, jak na prawdziwego rycerza ratującego damę w opałach, odwróciłam się z grobową miną gotowa natychmiast zaatakować przeciwnika. Okazało się jednak, że to tylko Gordon.
- Cześć Wam! - uśmiechnął się do Cynthii i popatrzył na mnie. - Gwendolyn, czyżbyś zgubiła gdzieś Leslie?
- Jest w klasie. - ruszyłam dalej, nie czekając na spór między nim a Cynthią.
- Ej, zaczekaj. - Gordon dogonił mnie, zanim zdążyłam ujść dwa kroki.
Najwyraźniej nie był zainteresowany przepraszaniem Cynthii. Nie dziwiłam mu się. Robił to już tyle razy, że gdybym była na miejscy Cynthii już dawno bym mu wybaczyła, choćby dlatego, żeby się ode mnie odczepił.
Spojrzałam na Cynthię. Na jej twarzy malowało się zdziwienie. Widocznie nie spodziewała się, że Gordon zaniecha przeprosin i musiało jej być teraz przykro, że ją tak odtrącił. Ja natomiast nie miałam ochoty wysłuchiwać jego bezczelnych uwag. Odwróciłam się, żeby mu to powiedzieć, ale nim otworzyłam usta, Gordon zdążył już zacząć mówić nie podobny do niego tekst:
- Jak ci minął weekend?
- Masz do mnie jakiś interes? - rzuciłam.
Gordon nigdy nie był miły.
- A tam, znowu interes. Raczej prośba.
Mimo największych chęci nie potrafiłam dostrzec pomiędzy nimi żadnej różnicy.
Niestety, nie zdążyłam dowiedzieć się czego ode mnie chciał, bo rozległ się dzwonek i musiałam śpieszyć się do klasy.. Mieliśmy geografię, a pani Counter nie miała w zwyczaju spóźniać się na lekcje. Przychodziła tak szybko chyba tylko po to, żeby wstawiać uczniom spóźnienia.
Usiadłam obok Leslie.
- Hej. Co cię tak długo nie było?
- Zatrzymali mnie Cynthia i Gordon.
- A mianowicie? - Leslie zaczęła mówić szeptem, bo pani Counter weszła już do klasy.
- Chwilę pogadałam z Cynthią. Trochę się przejęła tą imprezą i Charlottą.
- Trochę mi jej żal. To znaczy, oczywiście, Cynthii, a nie Charlotty. - wtrąciła Leslie, wyciągając podręczniki.
- A potem przyszedł Gordon i miał do mnie jakąś prośbę, le nie wiem jaką.
- Ciekawe o co mu chodziło?
Nagle spojrzenie pani Counter wylądowało dokładnie na ustach Leslie.
- Pani Hay, proszę być cicho, bo będę zmuszona was rozsadzić.
Pokiwałyśmy ze zrozumieniem głową, gdy tylko pni Counter odwrócił się do tablicy by napisać temat, wróciłyśmy do rozmowy.
- Najśmieszniejsze jest to, że na początku pytał jak mi minął weekend. - powiedziałam najciszej jak umiałam.
- Jak nie Gordon.
- Może mu jeszcze promile nie wyparowały od soboty. - zażartowałam, jak się potem okazało, niepotrzebnie.
Leslie zachichotała.
- Gwendolyn. - odezwała się pani Counter.
Cała klasa patrzyła na mnie wyczekująco, włącznie ze smutną Cynthią, złośliwie uśmiechniętą Charlottą i znudzonym bądź skacowanym Gordonem. Najwidoczniej pani Counter zadała mi jakieś pytanie, ale ja przez moje gadulstwo, go nie usłyszałam.
- Tak? - próbowałam udawać przygłuchawą.
- Cały czas prowadzicie jakieś interesujące dyskusje z Leslie. Ciekawa jestem czy na tematy związane z geografią. Może się z nami podzielicie i wspólnie porozmawiamy?
Cisza. Czułam, że zaraz zapadnę się pod ziemię pod spojrzeniem dwudziestu trzech par oczu.
- Właśnie omawiałyśmy pojęcie limnologii, czyli nauki zajmującej się badaniem wód zbiorników śródlądowych. To nasz ulubiony temat. - wyjaśniła Leslie.
- Nie ze mną te numery. Gwendolyn przesiądź się.
Rozglądnęłam się po klasie i spostrzegłam, że nie ma żadnej wolnej ławki, a jedyne wolne miejsca były obok Cassie i Gordona. Spakowałam się i usiadłam koło Gordona. Z dwojga złego lepiej w tę stronę.
- O czym tak gawędziłyście?
Oczywiście musiał się odezwać, nie dało mu.
- Nie twój interes. - otworzyłam podręcznik i udałam, że czytam.
- To twoja standardowa odpowiedź na wszystko.
- Jeśli będę musiała usiąść z Cassie przez ciebie to się przekonasz jak boli, gdy się ma złamany nos. I uprzedzam, żadne zimne okłady tu nie pomogą. - warknęłam.
- Już dobrze, dobrze. - szepnął, prawie niesłyszalnie.
Uff, udało mi się. :D
Pozdrawiam Was i dobrej nocki życzę! :**
Sorki, że dopiero teraz komentuję, ale ostatnio miałam straszne zabiegane dni.
OdpowiedzUsuńPoprzedni rozdział strasznie mi się spodobał, a szczególnie ten ktoś z siekierą. To było takie niespodziewane, że aż zajebiste! :D
Ten rozdział również jest genialny! Ta babka od geografii skojarzyła mi się z moją poprzednią nauczycielką tego samego przedmiotu. Wredna baba....
No, ale wracając do rozdziałów, to jestem ciekawa, co takiego Gordon wymyślił, że potrzebuje pomocy Gwendolyn.
Mam nadzieję, że szybko ujawnisz jego plan ;).
Buziak ;*.
Od razu mówię, że to nie jest nic takiego szczególnego, raczej kwestia z tym związana będzie bardziej interesująca. :)
UsuńWłaśnie też się zastanawiałam, dlaczego tak długo nie komentowałaś. W końcu zaczęły mnie nachodzić czarne myśli, że może coś Ci się stało (ja to mam czasami pomysły xd). I strasznie się cieszę, że Ci się podoba. Jednak czyjeś uznanie uskrzydla. :D Podrowionka dla Ciebie! :*
Gdzie Grecki Bóg Gideon?! Jak mogłaś go nie wcisnąć? Jesteś straszna i złw. Ciekawi mnie co Gordon chce od Gwen... Więc myślę że szybko dodasz. Nie żebym wymuszała to na tobie... No dobra kogo ja oszukuję? Musisz szybkooo dodać za te przerwy międy postami! ;P / Alexo
OdpowiedzUsuńCzemu nie ma Gideona? To jedna z głównych postaci, a jego prawie nie ma. Bardzo chcę wiedzieć, jak u niego. I co chce Gordon? Co to za typ z siekierą? Kocham twoj blog, jestem tu codziennie z nadzieją, że coś dodasz. Cudowny pomysł z pisaniem, ale więcej Gideona.
OdpowiedzUsuńSorry za tego Gideona. Widzę, że wszyscy bardzo go chcecie to spróbuję pododawać jakieś wątki. Może coś wyjdzie, ale ostatnio mam słabą wenę. No ale postaram się coś wyczarować. xd
UsuńDzięki i pozdrawiam. :D
Kocham twojego bloga, ale dodaj coś w końcu. To czekanie mnie wykańcza. Sama też trochę piszę kontynuacji czerwieni rubinu i mam pomysł,jak mógłby się skończyć rozwinięty wątek. Ty piszesz lepiej ode mnie, ja nigdzie na razie mojej kontynuacji nie zamieściłam. Lubię czytać twojego bloga. Proszę dodaj coś!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńJa nie chcę się z nikim kłócić, ale ludzie dajcie jej żyć! To nie jest takie łatwe wziąć długopis i napisać coś z sensem. Tak samo z tym Gideonem. Każda się szarpie o niego, spróbujcie same coś napisać żeby nie wyszło sztucznie, nie było przesłodzone ani sztywne. Trzeba mieć WENĘ. I nie piszcie, że ona w ogóle nie ma weny od jakiegoś czasu, bo ma. Ma już kilka scen przyszłych, ale musi wstawiać po kolei, chronologicznie.
OdpowiedzUsuńDziewczyny, Mary też ma swoje życie, ma szkołę, poprawia oceny, ma przyjaciół, chłopaka, rodzinę, problemy. Blog jest dla niej bardzo ważny, tak samo jak Wy i pisanie, ale jeśli tak dalej pójdzie zobaczycie że ona zacznie wstawiać takie głupoty, że każda z nas się zniechęci. Zrozummy to i bądźmy cierpliwe. :)
Jesteś przyjaciółką Mary, prawda? Wydaje mi się, że znacie się z Mary. Ja tam się nie czepiam jej tak bardzo. Tylko ten blog jest świetny i po prostu nie mogę już wytrzymać. Ale ją rozumiem, trzeba mieć WENĘ. Ja też trochę piszę, ale nic się nie wymyśli, jak nie ma WENY. ROZUMIEM MARY I STARAM SIĘ BYĆ CIERPLIWA>
UsuńRose, uspokój się. Znów trzeba Ci dać tabletki na uspokojenie? ;d I proszę bez wykrzykników bo sąsiadów obudzisz. xd A poza tym fajnie, że mnie bronisz, ale nie trzeba. :) A i bez przesady z tymi problemami, nie są takie duże.
Usuń"Anonimowy" to rozumie, tylko się nie może doczekać, znam to uczucie. Także ja się bardzo cieszę, że tak Wam się podoba mój blog i postaram się jak najszybciej coś wstawić.
Pozdrawiam i już się nie kłócić! :*
Super blog <3
OdpowiedzUsuńCzekam na następne rozdziały!!!