Gdy zadzwonił dzwonek szybko wstałam i ruszyłam do drzwi. Po drodze powiedziałam Leslie, że będę czekać na nią na korytarzu pod salą biologiczną. W progu dogonił mnie Gordon. Cholera. A właśnie chodziło o to, żeby uniknąć jego kąśliwych uwag i złamania mu nosa, co w konsekwencji pozwoliłoby mi uniknąć kary.
- Gwendolyn, zaczekaj! - złapał mnie za rękę. - Chciałem przeprosić za moje zachowanie na lekcji. Idiota ze mnie. Nie gniewaj się.
Popatrzyłam na niego. Mówił szczerze, ale może tylko dlatego, że miał do mnie jakiś interes. Chciałam go jak najszybciej spławić, żeby nie uczepił się mnie tak jak wcześniej Cynthii.
- Okej. Nic się nie stało. Ty zawsze zachowujesz się jak idiota, przyzwyczaiłam się.
- To się zmieni. - rzekł, śmiejąc się. - Może to za sprawą mojego ojca, który nie był zadowolony, że jego syn jest pijany, ale postanowiłem spróbować żyć inaczej. Od dzisiaj.
Też się zaśmiałam z tego kiepskiego dowcipu.
- Tak, a Ziemia jest płaska.
Gordon przestał się śmiać i spojrzał na mnie. Już myślałam, że koniec z nowym Gordonem, ale wtedy westchnął.
- Jesteś dostępna w piątek? - zapytał.
Byłam zaskoczona takim obrotem sytuacji. Spojrzałam na niego pytająco.
- No bo... chciałbym... - w końcu zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę. - Matma mi nie idzie.
- Korepetycje? - zdziwiłam się. Akurat tak się składało, że z matematyki też nie byłam prymuską. - Do tej pory Charlotta ci ich udzielała.
- Tak, ale ona też jest na mnie śmiertelnie obrażona za tę imprezę.
Nic dziwnego. W końcu ona chyba najbardziej ucierpiała. Wolę nie myśleć, co by było ze mną, gdybym była od początku na tej imprezie.
Ale gdzie się podziewa Leslie? Wszyscy już wyszli z klasy.
- To jak? W piątek ci pasuje?
- No okej. - zgodziłam się niechętnie.
W tej samej chwili ujrzałam wkurzoną Leslie, wychodzacą z sali. Tu za nią dreptała pani Counter uśmieszkiem satysfakcji.
- Co jest? - zapytałam Leslie, kiedy do nas podeszła.
- Zawsze wiedziałam, ze ta baba jest głupia, ale nie myślałam, że aż tak. Nawrzeszczała n mnie, że rozmawiam z tobą na lekcji i jak to on ujęła "zaburzam spokój w klasie" i przeszkadzam jej w prowadzeniu zajęć.
Nie mogłam sobie przypomnieć, żeby pani Counter kiedykolwiek krzyczała. Ona nawet nie podnosiła głosu. Na lekcji zaawsze musiała być idealna cisza, żeby było ją słychć.
- Pani Counter na ciebie nawrzeszczała? Ona nigdy nie krzyczy. - zauważył Gordon.
- Mogłam jej powiedzieć, żeby głośniej mówił.
- Widocznie jest wkurzona po... - zawachałam się. - Po odejściu Whitmana.
- Najważniejsze, że odszedł. - uśmiechnął się Gordon.
Gordon nigdy nie lubił Whitmana, a to dlatego, że w Whitmanie kochały się wszystkie dziewczyny (no dobra, prawie wszystkie, oprócz mnie i Leslie) a w Gordonie - żadna. Leslie i ja wymyśliłyśmy Whitmanowi przezwisko "Wiewiórka" z powodu jego brązowo-orzechowych oczu. I ilekroć na niego spojrzałam na myśl przychodził mi jego ksyw. Cynthia była jego największą fanką. Założyła mu nawet funclub. O innych tego typu czynach wolę nawet nie wspominać.
Dzisiaj niestety krótkie bo mi burza przerwała. Sorry za błędy ale klawka mi szwankuje i nie miałam czasu poprawić.-,-
A mojego Gideona nie ma nadal. :/ Powiedz, że gogdzieś wplączesz w kolejnej części. ;)) Czekam na kolejną część bo ta byłula bardzo krótka. ;>
OdpowiedzUsuńBardzo fajne. Szkoda, że Gideona wciąż nie ma. Tak bardzo go lubię, obiecaj, że w końcu się pojawi. Dodaj coś najszybciej, jak potrafisz. Nie mogę się doczekać.
OdpowiedzUsuńDodaj coś szybko, bo zżera mnie ciekawość. Świetne, tylko dodaj więcej Gideona.
OdpowiedzUsuńCudowne to. :*
OdpowiedzUsuń