Tak dawno nic nie wstawiałam... Ale to całe poprawianie ocen, latanie od nauczyciele do nauczyciela, wzmożona nauka i człowiek nie ma na nic czasu. No ale są wakacje i myślę, że skończę bloga do końca sierpnia. I będzie więcej Gideona. Chociaż w sumie jeszcze nie w tej części. To chyba dobra wiadomość, bo poznacie zakończenie historii już niebawem. :)
Po skończonych lekcjach, a było ich stosunkowo mało, bo od odejścia Whitmana brakowało nauczyciela od angielskiego i historii, czekałam przy szafkach na Leslie. Nagle ktoś mnie przytulił od tyłu. Przestraszyłam się i odwróciłam, tym samym wyrywając się z uścisku. Ujrzałam przed sobą twarz Gideona i odetchnęłam z ulgą a zarazem ze złością.
- Hej. - przywitał się z uśmiechem.
- Cześć. Nie strasz mnie tak więcej. - powiedziałam nieco rozdrażniona.
Gideon popatrzył na mnie zdziwiony. Może byłam dzisiaj nieco zdenerwowana. Od kilku dni zresztą.
- Okej. Idziemy?
Czekam na Leslie. Z tego, co wiem, ma teraz nami wracać. - rzuciłam już łagodniej.
- No tak. Raphael też. - zauważył.
Zza jego pleców zobaczyłam biegnącą w naszą stronę Leslie. Biegła tk szybko jak tylko można, wśród tłumu licealistów, tłoczących się przy szafkach. Tuż za nią biegł zdyszany Raphael.
- On... On tu jest. - zaczęła Leslie.
Nie musiała mówić kto. Dobre wiedziałam.
- Jak się tu dostał? Po co przyszedł? - pytał Raphael, jakbyśmy znali odpowiedzi.
- Gdzie go widzieliście? - zadał najpraktyczniejsze pytanie Gideon.
- Koło sekretariatu.
Leslie była jeszcze bardziej roztrzęsiona niż ja, co dziwne. Zawsze to ona zachowywała trzeźwość umysłu i zimną krew.
- Widział was? - dopytywałam.
- Tak. Zauważył mnie i się uśmiechnął. To był taki... złowieszczy uśmiech. - Leslie wpadała w panikę.
- Co robił? - Gideon nie wyglądał na przestraszonego, raczej na zadowolonego. Widocznie cieszył się, że go mamy. Ja też się cieszyłam.
- Rozmawiał z dyrektorem Gilles'em.
- Ubierajcie się. Wygląda na to, że go mamy. Nie jest specjalnie ostrożny. Idźcie szybko do samochodu a ja sobie na niego poczekam.
Niechętnie przystałam na tą propozycję. Jedynym pocieszeniem dl mnie był fakt, że Gideon nie można zabić. W aucie czekaliśmy na Gideona piętnaście minut. To było piętnaście minut śmiertelnego oczekiwania. Kierowca już się niecierpliwił i kilka razy pytał czy może trzeba pójść po Gideona. Był zaniepokojony, podobnie jak my.
Gdy w końcu ujrzałam Gideona idącego w naszą stronę, odetchnęłam z ulgą. Ale zdenerwowałam się gdy zobaczyłam, że idzie sam. Wyszłam mu na spotkanie.
- Gdzie on jest?
- Nigdzie go nie było. Zapytałem jakiegoś nauczyciela i dowiedziałem się, że już poszedł.
- Szlag by to trafił. - No jasne. Było do przewidzenia, że nam się nie uda. Whitman był zbyt mądry by dać się nam tak szybko złapać. I za bardzo pragnął stać się nieśmiertelnym.
- Spokojnie. Jakoś go znajdziemy. Mamy swoich szpiegów wszędzie. - powtórzył już chyba po raz tysięczny Gideon.
Nie mogłam już słuchać tego ani chwili dłużej.
- Cały czas to powtarzasz ale jakoś nie widać efektów. - burknęłam.
Gideon nachylił się i dał mi całusa w nos.
- Gwen, proszę... Dąsasz się jak małe dziecko. - popatrzył na mnie z uśmiechem.
Przewróciłam oczami ale zaraz też się uśmiechnęłam.
Uwielbiam twojego bloga tak jak tę ksiązkę. Proszę cie pisz dalej i dodawaj regularnie opowiadania.( daj więcej scen Gwen i Gideon) twój blog jest świetny
OdpowiedzUsuńPisz dalej proooosze. TWÓJ BLOG JEST WSPANIAŁY:)
OdpowiedzUsuńI kolejna świetna cześć opowiadania za nami. Mam nadzieję, że do końca wakacji dodasz jeszcze duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuużo nowych rozdziałów.
OdpowiedzUsuńBuziaki ;*.
Powiem więcej - właśnie piszę kolejny rozdział i za jakieś pół godziny powinien być. :d
UsuńKiedy nowy rozdział? ;)
UsuńDodaj nowy rozdział proooooooooooooszę :)
OdpowiedzUsuńKiedy nowy rozdział? :*
OdpowiedzUsuń