czwartek, 1 sierpnia 2013

 Po powrocie z łazienki postanowiłam się jeszcze trochę pouczyć. Niestety, nie szło mi wkuwanie słówek z niemieckiego tym bardziej, że ich tematyka była raczej nudna (zjawiska pogodowe i kataklizmy), więc zamknęłam podręcznik. Już miałam położyć się spać, gdy do pokoju wleciał Xemerius i z impetem uderzył w ścianę. Oczywiście nie narobił hałasu.
 - Tak. Właśnie. Wygląda. Wejście. Smoka. A. Właściwie. Demona. - z trudem łapał powietrze w dodatku chyba bardzo mocno uderzył się w głowę przy zderzeniu.
 Przed oczami stanął mi obraz Xemeriusa z gwiazdkami nad głową i językiem wystającym z paszczy. Ta wizja na chwilę zdmuchnęła z mojej twarzy wyraz przygnębienia, ale zaraz przypomniałam sobie o moim życiu i o tym jakie jest popaprane.
 Nie odzywając się, skończyłam ścielić łóżko.
 - Co za bezczelność! Helou?! Ja tu jestem! - krzyczał Xemerius, o kilka decybeli za głośno, chociaż to i tak nie miało znaczenia, bo słyszeć go mogłam tylko ja.
 - No już dobrze. Cicho, bo mi zaraz bębenki pękną. - warknęłam i opadłam na łóżko.
 - Co ci jest? Pokłóciłaś się z Mufasą? - zachichotał z własnego żartu.
 Z początku patrzyłam na niego zdziwiona ale po chwili załapałam. Lew był zwierzęcym odpowiednikiem Gideona. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby nazwać go Mufasą, ale Xenerius był znany z nabijania się z każdego.
 - Nie. To ty mnie wnerwiasz tymi kpinami i żartami ze wszystkich naokoło.
 - Sarkazm to moja najlepsza cecha. - dumnie wypiął pierś. - A poza tym wyluzuj, Gwendolyn, za bardzo się usztywniasz. Czy chodzi o tą wizję twojej stukniętej ciotki?
 - Skąd wiesz?
 - Posłuchałem nieco twoją rozmowę z Leslie. Choć nie za dużo wiem, bo twoja przyjaciółka trochę gadatliwa jest i cały czas nawijała jak najęta.
 Postanowiłam puścić jego uwagę na temat Leslie mimo uszu.
 - To tylko wizja. Wcale nie musi się spełnić. - sama nie wierzyłam w to, co mówię.
 - Do tej pory się spełniały. - zauważył Xemerius, już bez cienia drwiny w głosie, co nie było do niego podobne. Wszystko obracał w żart, najwyraźniej trochę się przejął i zrozumiał powagę sytuacji.
 Miał rację. Ciocia Maddy miewała już kilka razy wizje, które stawały się rzeczywistością. Przewidziała śmierć mojego dziadka Lucasa, to, że przeskoczę w czasie a nawet, że zostanę przebita mieczem na balu. Ta ostatnia była nieco jednoznaczna. Niestety, jej wizje trudno było wytłumaczyć. Dopiero po fakcie stawało się jasne, co oznaczały. W tej również mogło chodzić o coś innego niż przypuszczaliśmy. To była dla mnie pociecha, choć marna.
 - Nie wiemy, czy znaczą to, co myślimy. - wyjaśniłam.
 - Fakt. - potwierdził. - Ale to nie znaczy, że nasze spekulacje nie okażą się prawdą.
 - Nic na to nie poradzę. - odparłam. - Wizja i tak się spełni bez względu na to, co zrobię.
 Zdawałam sobie sprawę z własnej hipokryzji. Raz mówiłam, że wizja nie musi się spełnić, choć dobrze wiedziałam, że wizje cioci Maddy były bezbłędne, a raz twierdziłam, że spełni się tak czy siak, chociaż doskonale wiedziałam, że nigdy tak naprawdę nie próbowałam żadnej zapobiec.

5 komentarzy:

  1. Świetny rozdział!
    Poważny Xemerius? Nie no, to coś nowego. I strasznie do niego niepodobnego! Ty, a może ktoś go podmienił i to nie jest ten "nasz" Xemi?
    i czyżby Gwen planowała zrobić coś szalonego?
    Ty to potrafisz trzymać człowieka w napięciu! Niecierpliwie czekam na kolejny rozdział i Giedona.
    Buziaki ;*.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaraz biorę się za czytanie nowego rozdziału. :) A tak z innej beczki. Zostałaś nominowana do Liebster Award na blogu http://fearless-wings.blogspot.com/ Serdecznie zapraszam. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, tylko szkoda, że taki krótki :(
    Czekam na kolejny :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Długo czekałam żeby przeczytać ten rozdział bo byłam nad morzem i nie miałam internetu i.... nie zawiodłam się. Świetny już czytam kolejny...:)

    OdpowiedzUsuń