- A więc tak. Rubin i cztery kamienie przed tobą.- raz po raz
powtarzała Leslie. Po rozmowie z ciotką zadzwoniłam do niej, i Leslie
obiecała mi, że do mnie przyjdzie.
- Wiesz,muszę kończyć, bo Bernie ma potrzebę fizjologiczną. Obiecuję, że będę zaraz u ciebie.
Bernie.
Nie wiem, co jest tym psem, ale zawsze, gdy rozmawiam z Leslie, chce
mu się sikać. Albo mnie nie lubi albo ma problemy z nietrzymaniem moczu.
Teraz Leslie siedziała u mnie w pokoju i kreśliła jakieś dziwne znaki i strzałki w zeszycie.
- Nie ma wątpliwości, że chodzi o ciebie, Gideona, Lucy i Paula. Masz przy sobie kredki? - zapytała, nie przerywając kreślenia.
Patrzyłam na nią zdziwiona. A po co, do cholery, były jej potrzebne kredki?
- Żebym mogła pokolorować kamienie na odpowiednie kolory. - wyjaśniła, czytając mi w myślach.
Wciąż
nie wiedząc, jaki jest w tym sens, wyciągnęłam z szuflady biurka stary
piórnik i podałam go Leslie. Wyciągała z niego po kolei kolory: zielony,
niebieski, czerwony, czarny, żółty... Najwyraźniej musiało to być
bardzo ważne. Może było jej łatwiej myśleć
Od czterech
pokolorowanych kamieni odchodziły strzałki poza okrąg, a jeden zielony
znajdował się w środku koła. Całość wyglądała raczej jak rysunek
przedszkolaka, a nie mrożąca krew w żyłach wizja.
- Może chodzi o to, że was troje uwolniło się od panowania hrabiego i poznaliście prawdę.
- Masz mnie chyba za głupią. - mruknęłam.
- Nie. Po prostu myślę na głos.
- Dobrze. Zadzwoniłam po ciebie, bo chciałam, abyś znalazła ukryty sens w tej wizji.
Leslie patrzyła na mnie sceptycznym wzrokiem i kręciła głową, jakbym właśnie powiedziała największą głupotę świata.
- Nie wydaje mi się, żeby był tu jakiś ukryty sens, Gwen. Ona jest raczej bardzo... oczywista.
- Zbyt oczywista. - mruknęłam.
-
No okej. Skupmy się. Załóżmy, że to, co powiedziałam przed chwilą było
wytłumaczeniem pierwszej części. W drugiej chodzi o to, ze ty zostaniesz
uwięziona. To może być porwanie albo coś innego. Gideon będzie chciał
cię uwolnić, uratować. Z jakiegoś powodu nie będzie mógł. Ale może też
być na odwrót.
Ta interpretacja napawała mnie przerażeniem, choć osobiście nie miałam innego pomysłu.
- Martwię się o ciebie. - westchnęła Leslie.
To zdanie chyba już zawsze będzie częścią mojego życia. Słyszę je niemal codziennie i prawie codziennie je wypowiadam.
- Ja o ciebie też.
-
Najgorsze jest to, że on wrócił. Jeszcze wczoraj miałam nadzieję, że po
prostu zwiał. A gdy dzisiaj go zobaczyłam... to było straszne uczucie. -
zakończyła.
- Też z początku myślałam, ze uciekł, ale to było głupie. On nigdy by nie zrezygnował z nie...
Nie zdążyłam dokończyć bo drzwi do mojego pokoju się otworzyły i w progu stanęła mama.
- Leslie. - odezwała się. - Przyjechała twoja mama. Podobno nie odbierasz telefonu od godziny. Bardzo się martwiła.
- Ojej. Komórka mi padła. No to muszę iść. - zwróciła się do mnie i dodała już bezgłośnie "Pogadamy w szkole".
Mrugnęła
do mnie, wzięła do ręki torbę i wyszła, zamykając za sobą drzwi a ja
zostałam sama z niedokończonym rysunkiem mojego losu.
Bardzo ciekawe. W ogóle zastanawiam się skąd ty masz teraz czas na takie rzeczy. :*
OdpowiedzUsuńPozdrawiam. :**
Fajnie kiedy nn?
OdpowiedzUsuńŁadnie piszesz! kiedy nn?
OdpowiedzUsuńWow bardzo mi się podoba kontynuacja trylogii czasu. Gdy skończyłam ostatnią część pomyślałam, że powinna zostać napisana kolejna część. Niestety skupiam się na swojej historii, a pisanie wielu na raz kończy się u mnie porzuceniem każdej.
OdpowiedzUsuńDodaje bloga do obserwowany i z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały. :)
Mam nadzieje, że przy okazji wpadniesz do mnie i wyrazisz swoją opinie o mojej historii. :)
http://fearless-wings.blogspot.com/
Pozdrawiam VideoGirl