I tak trafiłam do imperium mody. Stałam z rozłożonymi rękami a madame Rossini obwiązywała mnie w talii błękitną wstążką. Wstążka, według mnie, idealnie pasowała do całości, z której składała się równie błękitna letnia sukienka z bufkami i kapelusz z odrobinę za dużym kloszem. Przynajmniej jak na oko, bo jeszcze go nie mierzyłam. Leżał samotnie na toaletce. Do tej pory myślałam, że tylko krwista czerwień podkreśla błękit moich oczu i czerń włosów ale okazało się, że w niebieskim wyglądam równie dobrze. Ogólnie jestem skromna ale muszę przyznać, że w tej 'kreacji' prezentowałam się zachwycająco.
- Bien. - powiedziała madame Rossini.- Jeszcze kapelusz.
Podbiegła do szafeczki i wzięła kapelusz w pulchne dłonie.
- Och... Czy to konieczne? Wolę go nawet nie zakładać bo zniszczy pierwsze wrażenie. - westchnęłam, oglądając się w lustrze.
- Kobiety rzadko chodziły bez kapeluszów na zewnątrz. - odparła madame Rossini. - Ty nie masz się czy przejmować, bo ładnemu we wszystkim ładnie.
Może i tak ale na pewno nie w kapeluszu.
Uśmiechnęłam się do madame Rossini. Nie ważne były olbrzymie kapelusze i puszyste fryzury. Najważniejsze, ze istniała. Nie zniosłabym gdyby to Giordano mnie ubierał. Oboje pewnie dostalibyśmy białej gorączki.
Madame Rossini włożyła mi na głowę kapelusz, a ja spojrzałam w lustro. Był trochę, a właściwie bardzo ciężki i głowa nieco uginała mi się na bok ale poza tym to nie było tak źle.
- Mogło być gorzej. - rzuciłam z ulgą.
- Jest idealnie. - rzekła zachwycona.
- A buty? Nie będę przecież biegała boso w 1912 roku.
- Już, już, bez zbędnego pośpiechu, kochanieńka. Nie lubię słowa 'buty'. Jest takie ciężkie, nie pasuje do bucików, które noszą kobiety. - madame Rossini była Francuzką i trochę śmiesznie akcentowała wyrazy, zwłaszcza zmiękczające typu 'kochanieńka'.
- Więc jak mam mówić?
- A to już zależy od rodzaju.
Postawiła przede mną parę białych but.., yyy..., baletek. Ubrałam je i poruszyłam stopą w powietrzu. Były nawet wygodne i ładne, choć gustowałam raczej w trampkach.
- Czy będziemy coś robić z włosami? - zaciekawiłam się.
- Podepnę je po bokach i zakręcę na lokówce. To niezbyt szykowna fryzura, ale na popołudniową herbatkę idealna. Muszę tylko kontrolować czas. - zerknęła na zegar. Wskazywał godzinę czternastą pięćdziesiąt. - O, mamy jeszcze dwadzieścia pięć minut. Siadaj. - rozkazała i ściągnęła kapelusz z mojej głowy.
Rozglądnęłam się po pracowni w poszukiwaniu krzesła. Nigdzie nie mogłam go dostrzec.
- Na czym?
- Na krześle. - postawiła je przede mną. Nie wiem skąd je wytrzasnęła, ale nie zdziwiłabym się, gdyby je wyczarowała.
Usiadłam spokojnie i czekałam efektu pracy madame Rossini. Podejrzewałam, że nie będzie to nic nadzwyczajnego, taka tam najzwyklejsza fryzura.
Gdy jednak madame Rossini skończyła i obejrzałam się w lusterku, musiałam przyznać, że mimo, iż było to zwykłe podpięcie włosów to w połączeniu z błękitem ubrania, wyglądało bardzo elegancko. Włosy układały się falami wokół mojej twarzy co jeszcze bardziej dodawało mi uroku. Wyglądałam trochę jak aniołek z kościelnych fresków. Brakowało mi tylko skrzydeł i aureoli.
- Ekstra. - skomentowałam, bo nic innego nie przychodziło mi do mojej pustej głowy.
- Nie wiem, czy to słowo idealnie obrazuje twój wygląd. Nawet słowo 'cudownie' nie jest adekwatne. - westchnęła madame Rossini.
- Bombowo? - zagaiłam.
- Eh... Po prostu nie ma takiego słowa.
- Ja tam zostanę przy 'bombowo'. - mruknęłam.
W tym samym momencie otworzyły się drzwi i do środka wpadł Gideon a tuż za nim Falk de Villers.
- Toż to obłęd! Najpierw się puka a potem wpada jak huragan! I to do mojej pracowni! Niedorzeczność! - madame Rossini była naprawdę oburzona.
Ilość wykrzykników w jej wypowiedzi mogłaby nas zmieść z powierzchni ziemi, gdybyśmy tylko byli na wolnej przestrzeni.
- Proszę nam wybaczyć, madame Rossini, ale bardzo się śpieszymy. - rzekł Gideon ze skruszoną miną.
- To nie tłumaczy braku kultury, młody człowieku. - odburknęła madame Rossini i, już z uśmiechem, podała mi kapelusz.
- Błagam. Tylko nie to. - jęknęłam.
Z doświadczenia wiedziałam, że w kapeluszach i perukach mi nie do twarzy.
Madame Rossini westchnęła. Pewnie przyprawiałam ją o ból głowy swoim ciągłym stękaniem. Ku mojemu bezbrzeżnemu zdziwieniu a zarazem radości odłożyła kapelusz. Mimo to, ubrałam go, aby nie robić jej przykrości.
Dopiero teraz stanęłam przed Falkiem i Gideonem w pełnej okazałości.
- Nieziemsko. - wyrwało się Gideonowi i zaraz potem się zaczerwienił. Pierwszy raz widziałam go zawstydzonego.
- Tak. To jest to słowo. - madame Rossini kiwnęła do mnie głową. - I kto by pomyślał, że to wszystko moja robota. Oczywiście, bez twojej urody, łabędzia szyjko, nic by się nie udało.
- Idziemy. - powiedział Falk de Villers niezaprzeczalnym tonem, choć patrząc z ironicznym uśmieszkiem na zawstydzonego Gideona. - Pójdę po Jake'a i Thomasa a wy zaczekajcie na nas w limuzynie. Gwendolyn, tylko nie zniszcz sobie fryzury, nie będziemy mieli czasu na poprawianie czegokolwiek. - zachichotał i wyszedł.
- Pan de Villers ma rację, dziubeczku. - potwierdziła madame Rossini.
- Nie jesteś specjalnie wystrojony. - stwierdziłam, gdy Gideon zamknął za nami drzwi.
- Za to ty wręcz przeciwnie. - nachylił się i pocałował mnie.
- Uważaj. Słyszałeś chyba, co powiedzieli Falk i madame Rossini. - zaśmiałam się. - Cieszę się, że nie musiałam ubierać peruki.
Ruszyliśmy do wyjścia wolnym krokiem.
- Giordano nie zna się zbytnio na modzie z XX wieku. - odparł z diabelskim błyskiem w oku.
Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że sam się ubierałeś? - dziwnie to trochę zabrzmiało.
- Tak, sam. Madame Rossini nic nie zauważyła a to oznacza, że nauczyłem się czegoś przez tych kilka lat. - wyparł dumnie pierś.
- Jestem z ciebie dumna. - rzekłam i roześmiałam się.
I wtedy przypomniałam sobie co mnie czeka i przestałam się śmiać tak nagle, jak zaczęłam.
Wow :) nareście nowy rozdział. Super <3
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział :-) Czekam na następny.
OdpowiedzUsuńAle jestem z ciebie dumna w końcu znowu piszesz:) Czy można liczyć na kolejny? TEn był świetny :)
OdpowiedzUsuńKiedy następny rozdział ?
OdpowiedzUsuńTwój blog jest świetny!
OdpowiedzUsuńMam wielką nadzieję, że będziesz go kontynuowała.
Po przeczytaniu trylogii czasu nie wiedziałam co ze sobą zrobić, ale ty mnie ratujesz ;)
Zniecierpliwiona czekam na następny rozdział /Martii